Archiwum
lipiec 2026
07.07.2026
Z głębi mojego coraz bardziej zgorzkniałego, zmęczonego życiem serca, autentycznie współczuję mojemu dziecku. I nie mówię tu o współczuciu wywołanym faktem, że musi codziennie znosić moje zrzędzenie i słuchać opowieści o tym, jak to za moich czasów zimy były sroższe, a chleb smaczniejszy. Ja mu współczuję faktu, że przyszło mu dorastać w czasach, które przypominają dystopijny koszmar wymyślony przez sadystycznego pisarza science-fiction na kwasie.
Spójrzmy prawdzie w oczy. Kiedyś, w tych wspaniałych, analogowych mrokach dziejów, jeśli odwaliłeś jakieś spektakularne gówno, wiedziałeś o tym tylko ty i ewentualnie bardzo wąska grupa bezpośrednich świadków. Jeśli za łebka postanowiłeś zjechać rowerem bez hamulców ze stromej górki prosto w krzaki pełne pokrzyw i rozbiłeś sobie nos, widział to twój równie głupkowaty kolega, może miejscowy pijaczek i bezpański pies. Pośmialiście się, krew zaschła, a wstyd znikał w mrokach niepamięci szybciej niż siniaki. Byliśmy chronieni błogosławioną zasłoną braku technologii.
A teraz? Dzisiaj margines błędu w okresie dorastania wynosi absolutne, okrągłe zero. Liczba potencjalnych świadków każdej, najdrobniejszej pomyłki jest nieskończona. Wystarczy, że potkniesz się na progu, źle dobierzesz skarpetki albo powiesz coś głupiego, a zza rogu natychmiast wyskakuje jakiś uśmiechnięty idiota ze smartfonem w dłoni. Zanim zdążysz podnieść się z ziemi, ten kretyn wrzuca nagranie na tego cholernego Tik-Toka, podkłada pod to jakąś piszczącą, elektroniczną piosenkę i w ciągu dziesięciu minut twój upadek ogląda czterdzieści milionów ludzi z Indii siedzących akurat na toaletach. Stajesz się globalnym pośmiewiskiem. To cyfrowy pręgierz, od którego nie ma ucieczki. KGB i Stasi oddałyby wszystko za taki poziom inwigilacji, jaki dzisiejsza młodzież funduje sobie całkowicie dobrowolnie, w imię zdobycia wirtualnych łapek w górę.
Pamiętam, kiedy miałem trzynaście lat. Internet w Polsce dopiero raczkował, a łączenie się z nim za pomocą modemu wydawało dźwięk przypominający cyborga dławiącego się gwoździami. Byłem absolutnie zachwycony! Byliśmy przekonani, że to nowe medium przyniesie światu pokój, zlikwiduje granice i da nam nieskończony dostęp do całej wiedzy zgromadzonej przez ludzkość. Wierzyliśmy, że dzięki temu staniemy się mądrzejsi.
Byliśmy niesamowitymi, naiwnymi głupcami.
Nie przewidziałem wtedy, że ta wspaniała sieć komputerowa to w rzeczywistości obosieczny miecz, który ewoluuje w najpotężniejsze narzędzie do masowego odmóżdżania w historii wszechświata. Zamiast biblioteki aleksandryjskiej, dostaliśmy cyfrowe wysypisko śmieci. Media społecznościowe, które sprawiają, że nastolatkowie wpadają w depresję, bo nie wyglądają jak wyretuszowane cyborgi z Dubaju. Uzależniające, kretyńskie gierki na smartfony, zaprojektowane przez sprytnych psychologów z Doliny Krzemowej tylko po to, by wydzielać z naszych mózgów dopaminę małymi, żałosnymi kropelkami. I te wszystkie "trendy", kreowane przez tak zwanych influencerów - ludzi, których iloraz inteligencji z reguły nie przewyższa temperatury pokojowej.
Ale to nie wszystko. Ten nowy, wspaniały świat zniszczył jeszcze jedną, fundamentalną dla ludzkiej godności rzecz: koncepcję własności.
Hodujemy pokolenie, które będzie żyło na permanentnym wynajmie. Życie na wiecznych subskrypcjach, niekończących się Game Passach i innym ratalnym gównie. Kiedyś, jeśli chciałeś zagrać w grę, szedłeś do sklepu, kładłeś na ladzie odliczone banknoty, dostawałeś do ręki plastikowe pudełko i gra była twoja. Mogłeś w nią grać, rzucić nią o ścianę albo pożyczyć koledze. Dziś? Dziś płacisz potężnym korporacjom comiesięczny haracz za sam przywilej dostępu do pikseli na ekranie, które w każdej chwili mogą ci zostać odebrane, jeśli spóźnisz się z przelewem albo jeśli szefom w Kalifornii zmieni się humor.
I to szaleństwo rozlewa się na prawdziwy świat! Firmy motoryzacyjne już teraz próbują nam wcisnąć miesięczny abonament za podgrzewanie foteli w samochodzie, który przecież kupiliśmy na własność. To jest chore! Za chwilę będziemy płacić subskrypcję za to, żeby nasz własny zamek w drzwiach wejściowych zechciał wpuścić nas do domu, i mikrotransakcję za każde użycie spłuczki w toalecie.
Współczuję mojemu dziecku, ponieważ dziedziczy świat wyzuty z prywatności, wyzuty z własności i zaludniony przez narcyzów wpatrzonych w ekrany. I nie mam najmniejszych wątpliwości, że pod względem psychologicznego obciążenia, jest to najgorsze środowisko do dorastania od dziesiątek lat.
07.07.2026, 11:17
Opublikował: kr