17.06.2026

Ludzkość osiągnęła absolutne wyżyny ewolucyjne. Sklonowaliśmy owcę, nauczyliśmy jaszczurki ignorować grawitację, potrafimy wysłać ekscentrycznego miliardera w kosmos w kapsule przypominającej wielki, lśniący czopek, a w Szwajcarii zbudowaliśmy gigantyczny, podziemny pierścień, w którym fizycy zderzają ze sobą cząsteczki tylko po to, żeby zobaczyć, co się stanie. Ale mimo tych wszystkich monumentalnych triumfów nauki, najtęższe umysły na naszej planecie wciąż nie potrafią rozwiązać jednej, fundamentalnej zagadki: dlaczego ciało mężczyzny po przekroczeniu pewnego wieku biologicznego zaczyna nieuchronnie dążyć do kształtu idealnej kuli, jakby próbowało wytworzyć własne pole grawitacyjne i przyciągać mniejsze meble?

Prowadzę wojnę. To nie jest zwykła, nudna wymiana ognia - to pełnoskalowa, międzygalaktyczna batalia z otyłością. Moja prywatna, dietetyczna Cecora*, w którym przeciwnik nie używa muszkietów, lecz podstępnie atakuje mnie za pomocą podwójnego sera. Jeśli spojrzeć na moją biografię przez pryzmat obwodu w pasie, linia życia przypomina trajektorię lotu pijanego trzmiela, którego ugodził piorun. W ciągu całej mojej ziemskiej egzystencji istniały zaledwie trzy, przerażająco krótkie i całkowicie nienaturalne okresy, kiedy nie przypominałem faceta, który właśnie połknął w całości dojrzałego arbuza.

Pierwszy z tych okresów miał miejsce, gdy byłem pięciolatkiem. Wtedy mój metabolizm działał z dziką wydajnością wściekłej betoniarki wrzuconej do czynnego wulkanu. Mogłem zjeść wiadro piasku, paczkę gwoździ, plastikowego żołnierzyka i zagryźć to kostką masła, a mój organizm po prostu obracał to w czystą energię do uciekania przed gęsiami, które z jakiegoś powodu uważały mnie za wrogiego szpiega.

Drugi przebłysk szczupłości nastąpił pod koniec liceum. To nie był jednak wynik racjonalnej diety bogatej w jarmuż i sok z młodego. Napędzała mnie wówczas czysta, skondensowana panika przed egzaminami dojrzałości oraz głębokie, acz błędne przekonanie, że współczesne dziewczęta poszukują wyłącznie partnerów wyglądających jak zagłodzeni poeci z dziewiętnastego wieku. Żyłem wtedy głównie stresem, tlenem, tanią kawą i zapachem kanapek, które jedli moi koledzy.

I wreszcie nadszedł okres trzeci: początek mojego czwartego dziesięciolecia na tej planecie. Osiągnąłem wtedy absolutny szczyt formy fizycznej. Zrobiłem coś, co do dziś napełnia mnie dreszczem autentycznego przerażenia i sprawia, że budzę się w nocy z krzykiem. Uprawiałem... biegi długodystansowe. Bieganie to bezdyskusyjnie najbardziej idiotyczna, destrukcyjna dla ludzkiej godności czynność, jaką kiedykolwiek wymyślono. Wkładasz na nogi buty w kolorze radioaktywnego seledynu, wyprodukowane z materiałów, które NASA uznała za zbyt niebezpieczne do budowy promów kosmicznych, a potem przemieszczasz się przed siebie, dysząc jak stary, zepsuty kompresor. Twój pot mógłby zasilić małą elektrownię wodną, płuca próbują opuścić ciało przez uszy, a miejscowe wiewiórki patrzą na ciebie z wyraźnym niesmakiem. I po co to wszystko? Żeby po dwóch godzinach niewyobrażalnych katuszy wrócić dokładnie w to samo miejsce, z którego się zaczęło! To czysty obłęd. Ale, o dziwo, pokochałem to i dało to wspaniałe efekty w kontekście kubatury mojego ciała.

A teraz? Teraz od jakichś siedmiu, może ośmiu lat prowadzę beznadziejną walkę o to, by pokonać tę otyłość po raz czwarty. Chcę wrócić do czasów, w których moje koszule nie potrzebują wspomagania, by utrzymać guziki na miejscu. Problem w tym, że za cholerę nie wiem, jak to osiągnąć. Mój organizm ewidentnie uznał, że magazynowanie potężnych warstw tłuszczu wokół brzucha to genialna, strategiczna polisa ubezpieczeniowa na wypadek, gdyby jutro na Ziemię spadł deszcz meteorytów składających się wyłącznie z boczku i majonezu.

Zaczynam jednak podejrzewać, że ta cała tragedia ma drugie, znacznie mroczniejsze dno. Odkąd pamiętam, moi rodzice, w przypływie jakiejś radosnej, całkowicie Co tam Grubiu?. Brzmi niewinnie? Być może. W rzeczywistości ten cholerny „Grubcio” zagnieździł się w moim kodzie genetycznym jak wyjątkowo złośliwy wirus w systemie komputerowym. Stałem się zakładnikiem słów moich rodzicieli. Nieważne, jak bardzo się staram - za każdym razem, gdy zamawiam w restauracji organiczną sałatkę, ten mały demon w mojej głowie zaczyna krzyczeć, że liście są dobre dla ślimaków, a porządny człowiek powinien zjeść coś, co miało matkę i było smażone w głębokim tłuszczu.

Do tego wszystkiego dochodzi ten słynny, opiewany w mitach kryzys wieku średniego. Zamiast zachować się jak każdy normalny, zdesperowany mężczyzna - czyli kupić sobie absurdalnie drogi motocykl, zrobić tatuaż z motywem plemiennym na przedramieniu i uciec z młodą instruktorką fitnessu do Mongolii - ja robię to. Piszę. To, co w tej chwili czytasz, jest poniekąd klinicznym objawem mojego kryzysu albo formą bardzo taniej, domowej autoterapii, bo na cykliczną sesję u prawdziwego psychoterapeuty może bym i poszedł, gdybym tylko w końcu znalazł odpowiedniego.

Gdy tak siedzę i patrzę na moje odbicie w szybie, zastanawiam się, jak potężny wpływ mają na nas te wszystkie drobne, zapomniane rzeczy z dzieciństwa. Czy te rzucane mimochodem, bzdurne zdania wypowiadane przez uśmiechniętych dorosłych są w rzeczywistości nieusuwalnym komunikatem podprogowym, który steruje naszym życiem? Czy to one decydują o tym, że bez względu na to, ile maratonów w życiu przebiegniemy i ile ton organicznego jarmużu przeżujemy z absolutnym obrzydzeniem... ten pięcioletni, uśmiechnięty „Grubcio” i tak ostatecznie wygra?

Obawiam się, że na tym chorym, rządzonym przez przypadek świecie istnieje tylko jedna poprawna odpowiedź na to pytanie. I brzmi ona... to zależy. A teraz wybacz, idę sprawdzić, czy w lodówce nie schował się jakiś zbłąkany batonik Kinder Maxi, który pilnie potrzebuje mojej pomocy.

* Bitwa pod Cecorą – bitwa stoczona we wrześniu 1620 roku między armią osmańsko-tatarską a polskimi wojskami koronnymi pod Cecorą w granicach Hospodarstwa Mołdawskiego. Po nierozstrzygniętej obronie polskiego obozu wojska Rzeczypospolitej zostały rozbite w odwrocie. (źródło: Wikipedia)

17.06.2026, 08:04

Opublikował: kr

WPIS 12 / 13© 2026 mentalniegrubas.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. · Polityka prywatności