12.08.2026

Internet z plastiku, czyli dlaczego codziennie dyskutujesz z tosterem

Wyobraź to sobie. Wchodzisz wieczorem do wielkiego, tętniącego życiem pubu. Słyszysz setki głosów, brzęk szkła, śmiechy i kłótnie w narożnikach. Zamawiasz piwo, siadasz przy barze i nagle, po kilkunastu minutach, po twoich plecach spływa zimny pot. Dociera do ciebie mroczna, upiorna prawda. Barman to woskowy manekin z głośnikiem w ustach. Kelnerki to poruszające się po szynach makiety, a ci wszyscy głośno dyskutujący ludzie przy stolikach to po prostu precyzyjnie zaprogramowane, mechaniczne lalki odtwarzające zapętlone nagrania. Jesteś jedynym żywym człowiekiem w pomieszczeniu, a cała ta hucpa została zorganizowana wyłącznie po to, żebyś kupił jeszcze jedno piwo.

Brzmi jak tani odcinek dystopijnego serialu? Być może. Ale to nie jest fikcja. To jest absolutnie dokładny, w stu procentach trafny opis współczesnego internetu. Witaj w epoce, w której cyfrowa przestrzeń po prostu umarła, a my w natłoku powiadomień nawet nie zauważyliśmy jej pogrzebu.

Ten upiorny spektakl zyskał już nawet swoją fachową nazwę – teoria „Martwego Internetu”, choć słowo „teoria” dawno przestało tu pasować, ustępując miejsca mierzalnej, brutalnej rzeczywistości. Znaczna część ruchu, komentarzy i interakcji, które skrolujesz codziennie na ekranie swojego smartfona, nie pochodzi od żywych ludzi o wyczuwalnym pulsie. W epoce generatywnej sztucznej inteligencji wyprodukowanie tysięcy wiarygodnie brzmiących komentarzy kosztuje mniej niż bułka w dyskoncie. Kiedyś, żeby wywołać tłum poparcia dla wodza, trzeba było wynająć setki chłopów i zapłacić im miską strawy. Dziś boty robią to same, odwalając brudną robotę zwaną astroturfingiem, czyli tworzeniem iluzji oddolnego, społecznego zrywu.

Większość tych syntetycznych tworów wcale jednak nie ma na celu przekonania ciebie czy mnie do jakiejś głębokiej idei. Ich jedynym zadaniem jest bezczelne oszukanie algorytmu. Sam algorytm platformy społecznościowej przypomina bowiem ślepego, średniowiecznego poborcę podatkowego, który stoi przy bramie miasta z wagą i liczy wrzucane monety. Kompletnie nie obchodzi go, czy do wora wrzucasz prawdziwe złoto merytorycznej dyskusji, czy ołowiane krążki fałszywych, oskryptowanych komentarzy wymieniających między sobą uśmiechnięte emotikony. Waga ma się zgadzać. Tłum botów wchodzących ze sobą w fikcyjne dyskusje daje systemowi jasny sygnał: „Tu się dzieje! Promujmy to!”.

To wykrzywione, sztuczne środowisko okazało się idealnym żerowiskiem dla głównego aktora tego dramatu – cynicznego twórcy internetowego. W dzisiejszej sieci walutą nie jest już rzetelność czy jakość; dzisiejszą twardą walutą jest wyłącznie twoja uwaga, a głównym orężem do jej zdobycia stała się przynęta gniewu, czyli tak zwany Rage Bait. Psychologia ewolucyjna jest pod tym względem bezlitosna. Nic nie sprzedaje się tak dobrze i nie rozprzestrzenia z taką wirusową prędkością, jak oburzenie, strach i czysty wkurw. Kiedy więc widzisz w sieci influencera wygłaszającego tak kretyńską tezę, że aż bolą cię zęby, nie łudź się, że on jest głupi. On po prostu prowadzi wyrafinowany biznes. Zbudował sobie współczesny pręgierz na rynku miasta, dobrowolnie zakuł się w dyby i prowokuje cię do rzucania w niego zgniłymi pomidorami, kasując zysk za każdy oddany przez ciebie rzut. Dla algorytmu twój merytoryczny, rozbudowany komentarz obnażający jego ignorancję ma dokładnie taką samą wartość, co pełna pochwał laurka. Zasięgi rosną, a wraz z nimi stawki za kontrakty sponsorskie.

Zapewne zastanawiasz się teraz, jakim cudem dorośli, racjonalni ludzie – tacy jak ty czy ja – dają się tak tanio kupić i z własnej woli wciągnąć w tę jarmarczną sztuczkę. Odpowiedź tkwi w architekturze naszego mózgu, która nie doczekała się systemowej aktualizacji od czasów jaskiniowych. Nasz biologiczny radar, który dawniej kazał nam nasłuchiwać trzasku gałęzi zwiastującego drapieżnika, dziś z tą samą mocą reaguje na idiotyczny post naruszający normy społeczne. Dołącza do tego słynny syndrom poczucia misji: „Ktoś w internecie nie ma racji!”. Czujemy absolutną, niemal fizyczną potrzebę naprostowania heretyka i obrony świętych wartości naszego plemienia, więc wkraczamy do akcji z podniesioną przyłbicą.

I tu na naszych oczach domyka się to potworne, samonapędzające się koło, przypominające do złudzenia perfekcyjnie zorkiestrowaną symfonię zniszczenia. Zaczyna się od pojedynczego fałszywego tonu – cynik z premedytacją wrzuca w sieć swoją prymitywną, kontrowersyjną przynętę. Niemal natychmiast, niczym posłuszna orkiestra na znak dyrygenta, do gry wchodzą zautomatyzowane armie botów, zasypując post pierwszymi skrajnymi komentarzami, pompując zasięgi i symulując awarię reaktora. Algorytm, czując zapach wirtualnej krwi, błyskawicznie łapie ślinotok, chwyta ten cyfrowy granat i z całą siłą odrzuca go prosto w tłum – trafiając w ciebie. A ty, powodowany najlepszymi chęciami i głodem logiki, ruszasz do heroicznej szarży. Piszesz elaboraty, tracisz cenne minuty swojego życia i własne nerwy, z uporem maniaka udowadniając oszustowi jego oszustwo, lub – co gorsza – na pełnym zaangażowaniu kłócąc się z kawałkiem skryptu napisanym w Pythonie. System widzi zaangażowanie, słupki statystyk eksplodują, a nasz prowokator z uśmiechem idzie do banku zrealizować zyski, w myślach projektując już kolejną odsłonę tej samej farsy.

To jest największy dramat i ostateczny paradoks naszych czasów. Nasza szczera, ludzka chęć obrony własnych wartości, nasz głód prawdy i racjonalnego myślenia, to dokładnie to samo, wysokooktanowe paliwo, z którego korzystają najwięksi cwaniacy i ich bezduszne algorytmy. Próbując zwalczyć raka, dobrowolnie podłączamy się do niego jako kroplówka. Kiedy następnym razem twoja krew zacznie się gotować na widok jakiejś internetowej bzdury i poczujesz potężną potrzebę, by kogoś w komentarzach brutalnie zaorać, zatrzymaj dłonie nad klawiaturą. Weź głęboki oddech i uświadom sobie, że nie jesteś rycerzem ratującym twierdzę rozumu. Jesteś właśnie werbowany na bezpłatną, wieczorną zmianę przy cudzej taśmie produkcyjnej.

Po prostu odetnij im to zasilanie.

12.08.2026, 10:58

Opublikował: kr

WPIS 8 / 23© 2026 mentalniegrubas.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. · Polityka prywatności