Archiwum
wrzesień 2026
sierpień 2026
lipiec 2026
02.09.2026
Unijna peleryna niewidka, czyli jak AI chroni drogowych bandytów
Od zarania dziejów internet służył jako globalna gablota, w której lokalni głupcy mogli z nieskrywaną dumą wystawiać na pokaz własne braki w ewolucji. Przez lata z politowaniem, ale i narastającą furią obserwowałem wysyp amatorskich nagrań, na których domorośli kaskaderzy traktują publiczne drogi jak prywatny folwark. Tną po wysepkach, ignorują czerwone światła i z gracją wściekłego nosorożca slalomują między normalnymi ludźmi, by zaraz potem wrzucić to do sieci z podkładem dudniącego basu w pogoni za tanią atencją.
Moja zasada w tej materii jest niezwykle prosta i opiera się na klasycznym, niemal antycznym pojmowaniu wolności. W zaciszu własnego podwórka róbcie sobie, co wam się żywnie podoba. Możecie nawet dla sportu żonglować podłączonymi tosterami w wannie pełnej wody. Ale w momencie, gdy wasza prymitywna brawura wkracza w przestrzeń publiczną, gdzie zagraża bezpieczeństwu moich bliskich i uderza w fundamenty zdrowego społeczeństwa, mój wewnętrzny kompromis ulega natychmiastowej anihilacji. Tego typu odpały piętnuję z bezlitosną precyzją pruskiego urzędnika i bez mrugnięcia okiem zgłaszam odpowiednim organom, traktując to jako swój absolutny, obywatelski obowiązek.
Wydawało się, że w dobie wszechobecnych kamer i niezatartych cyfrowych śladów ci drogowi bandyci w końcu zaczną seryjnie tracić prawa jazdy. I wtedy na scenę, cała na biało, wkroczyła Unia Europejska. W swoim biurokratycznym, utopijnym zapale europejscy prawodawcy postanowili chronić nas przed fałszem, obligując twórców do wyraźnego oznaczania wszelkich treści wygenerowanych przez AI specjalnym znakiem wodnym. Zamysł był iście szlachetny - mieliśmy wreszcie odzyskać pewność, co jest prawdą, a co zaledwie zręczną iluzją zrodzoną w krzemowych serwerowniach.
I wiecie co się stało? Ci sami uliczni husarze, których oskarżaliśmy o to, że ich szare komórki są gładkie jak stół bilardowy, odkryli lukę prawną, przy której legendarny koń trojański przypomina drewnianą zabawkę z odpustu. Po nagraniu swojego autentycznego, łamiącego dziesiątki paragrafów rajdu po mieście, zaczęli masowo i z pełną premedytacją naklejać na swoje filmy unijne watermarki informujące, że to treść wygenerowana przez sztuczną inteligencję.
To jest cyniczny majstersztyk patologii. To tak, jakby średniowieczny rzezimieszek w biały dzień obrabował królewską karawanę, a ujęty przez straż miejską, wyciągnął pergamin i oświadczył z niewinną miną, że to wszystko było tylko ulicznym przedstawieniem teatralnym, a ukradzione złoto to zwykłe rekwizyty. Maszyna sprawiedliwości zacina się ze zgrzytem, bo udowodnienie na szybko, że ten mrożący krew w żyłach drift nie jest genialnym renderem, wymaga teraz żmudnych ekspertyz i powoływania biegłych informatyków.
Prawo, które miało być tarczą chroniącą nas przed cyfrową dezinformacją, stało się w mgnieniu oka magiczną peleryną niewidką dla pospolitych przestępców. Siedzę więc przed ekranem, patrzę na ten groteskowy triumf cwaniactwa nad systemem i doprawdy, nie wiem, czy zanosić się szaleńczym śmiechem, czy po prostu usiąść na krawężniku i cicho zapłakać nad ostatecznym upadkiem zdrowego rozsądku.
02.09.2026, 09:58
Opublikował: kr